Czy sukces da się zmierzyć? Owszem, ale dla wielu dziedzin i produktów zupełnie inne współczynniki są jego wyznacznikami. Dla wielu firm wyznacznikami sukcesu są przede wszystkim wyniki finansowe. Ale pieniądze nie zawsze muszą być w pełni miarodajną bazą do tworzenia trafnych analiz.
Sukcesy mogą być duże i małe. Dla każdego, w zależności od skali co innego jest sukcesem. Wszystko zależy od wysokości krzesła, na którym siedzimy, a więc i horyzontu, który widzimy, jak również od wielkości nas samych.
Określając
miary sukcesu posłużę się przykładem dwóch produktów z
całkowicie odmiennych dziedzin: piosenką z teledyskiem oraz mlekiem
w proszku.
Polacy
głośno brzydzą się muzyki disco. Nawet, gdy w radio słychać
jakieś kawałki w stylu disco "na poziomie, czyli takie,
których zagrania nie powstydzi się szanujący się DJ, w ciemnym
klubie polskie nogi podbiją tumany kurzu ze wszystkich zakamarków
parkietu. Publicznie natomiast słysząc ten sam kawałek lecący w
radio, każdy wykrzywi twarz w grymasie i wypowiadając słowa
krytyki w jego kierunku, bo przecież nie wypada, żeby coś takiego
się komuś podobało. I w efekcie nikt danego kawałka nie słucha,
a jakaś magiczna siła wywindowuje go do czołówki na listach
przebojów.
Donatan
& Cleo - wschodzące gwiazdy polskiej estrady, które
najprawdopodobniej skończą tak, jak zaczęły - od jednej i na
jednej piosence, która jednak na długo nie opuści obowiązkowych
pozycji domówkowych list przebojów oraz muzyki do ćwiczeń
fitness. W przypadku Donatanta & Cleo i ich głośnego (w
wieloznaczeniu) kawałka disco My Słowianie miarą
sukcesu może nie być ilość sprzedanych płyt.
Ich
utworem zachwycają się dziewczyny z całej Polski, nieśmiało i dziwiąc się samym sobie, sztucznie pomniejszając swój wstyc i zachwyt przyznają, że wstydzą się tego, że taki utwór im się podoba,
rozprzestrzeniają go w sieci, udostępniając teledysk w różnych
social mediach i słuchając piosenkę w kółko do znudzenia.
Wiadomo jednak, że spośród tych najbardziej zachwyconych, bardzo
nieznaczny procent kupi płytę. Rozgłos jednak, zdobyty w tak
krótkim czasie wśród tak ogromnej społeczności jest niewątpliwie
sukcesem.
A jak
mierzyć sukces mleka w proszku? A na przykład biorąc skalę
znacznie większą, gdyż jeden produkt zbudował silną pozycję
rynkową całej korporacji. Nie mówię, że mleko w proszku - jeden
spośród kilkudziesięciu produktów z portfela firmy dokonał
takiego przełomu i wywindował firmę na pozycję jednej z najlepiej
rozpoznawalnych światowych firm, ale przyczynił się w do jej
sukcesu w niemałym stopniu. Mowa
tu o firmie Nestle i jej nieetycznemu zachowaniu względem
afrykańskich matek małych dzieci.
Dziś
mało kto pamięta, jak firma ta weszła na afrykański rynek. Otóż
wśród bardzo biednych Murzynek, które dopiero co urodziły dzieci,
Nestle rozprowadzało darmowe próbki mleka w proszku, które miały
być lepsze, „pełniejwartościowe” niż ich własny pokarm.
Kobiety karmiły więc swoje noworodki podarowanym im mlekiem, aż
całkowicie straciły własny pokarm. Wówczas firma Nestle
zakończyła dystrybucję promocyjnych próbek i zażądała od matek
pieniędzy. Kobiety, które ledwie miały pieniądze dla samych
siebie, robiły wszystko, by móc wykarmić swoje dzieci. By móc
kupić mleko od Nestle.
Tym
niehumanitarnym i delikatnie mówiąc nieetycznym zachowaniem Nestle
zdobyło rozgłos. Dziś już mało kto pamięta o ich "kampanii
promocyjnej" w Afryce, ale o samej marce - każdy. Zatem
powiedzenie, "nie ważne co, ważne, żeby mówili" jest tu
jak najbardziej trafne, bo kiedyś zapomną, dlaczego mówią, a
mówić będą nadal.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz